w 30 dni
dookoła polski
Długość
trasy:
Czas
trwania rajdu: 1 czerwca – 1 lipca 2006.
wstęp to dziewięć
dni podróży ze Śląska do Szczecina relacjonowane sms-ami przez Waldka.
Dzień pierwszy ze Śląska
22.05.2006:
Waldek (51) aspirant z Zabrza i Jurek
(48) górnik z Knurowa ruszyli na pierwszy etap rozpoczynający się w Jastrzębiu
Zdroju.
SMS: Głogówek zdobyty jutro dalej
SMS: Paczków zdobyty wiatr makabryczny. Trasa etapu
Dzień trzeci 24.05:
SMS: Duszniki Zdrój
Dzień czwarty 25.05:
SMS: Kamienna Góra padła.
Dzień piąty 26.05:
SMS: Leśna.
Dzień szósty 27.05:
TEL: Jesteśmy w Zgorzelcu o 12. Zimno, leje, śpiwór przemoknięty, muszę mieć
nowy. Namiot przecieka też trzeba nowy. Jurek ma kryzys.
Dzień siódmy 28.05:
SMS: Łęknica wita. Znowu leje, już wszystko mam mokre.
TEL: Mam nowy namiot i śpiwór. Ktoś ma nowy dom i łóżko w prezencie.
Schronisko w Kłopot. Tu pod dachem cieplej. Prognozy z internetu
na jutro lepsze. Ale trzeba pokonać
Dzień ósmy 29.05:
SMS: Jesteśmy w Siekierkach. Jutro finisz etapu.
Dzień dziewiąty 30.05:
Już w Szczecinie. Wykąpani,
nakarmieni, napojeni. Jutro dzień odpoczynku. Jurek kupuje nowy namiot. Ślązacy
przeglądają sprzęt, dokonują niezbędnych poprawek. Moi koledzy ze Śląska są już
dobrze rozkręceni. Ja nie kręciłem od chwili zakończenia prologu. Chwila przerwy pozwoliła na zapomnienie o kontuzji
kolana. Ale trzeba to sprawdzić. Wsiadłem na rower i popędziłem

Park maszyn
wyprawa

Gotowi na start
ETAP I. Dnia
O godzinie siódmej ruszamy ze Szczecina.
Na rogatkach ma się odbyć spotkanie z tvp3. Będzie reportaż. Dalej trasa spokojna,
płaska. Poznajemy się w nowym zespole. Dzisiaj, zgodnie z regulaminem cały
zespół pod moim dowództwem. Co trzy dni zaszczyt taki przypadać będzie każdemu
z nas. Docieramy do północnego krańca naszego kraju, Międzyzdrojów. Już tłoczno
od turystów, ale przemykamy sprawnie przez miasto składając wizytę w Alei
Gwiazd. Nasze namioty rozbijamy w lesie za Międzywodziem po szóstej. Nie
padało. Za wcześnie żeby spać, ale tak wyszło.

Kto
teraz wie co się jeszcze wydarzy?
ETAP II. Dnia
W wyniku wyemitowanego reportażu tvp3 w
kronice szczecińskiej, jesteśmy niemal wszędzie rozpoznawalni. W Kamieniu
Pomorskim, Trzebiatowie, Kołobrzegu, Ustroniu Morskim, pozdrawiają nas.
Przekonujemy się, że telewizja to jednak potęga, a my poznajemy słodki smak
sukcesu jeszcze przed jego osiągnięciem. Pierwszą wywrotkę doświadczam na
remontowanej ulicy w Trzebiatowie. Drobne rany będą przypominać, że mój
szczęśliwy powrót zależy między innymi, ode mnie. Jadąc dalej, błądzimy na
trasie do Bieczyna. Drogi kiepskie, wioski biedne,
tylko kościoły dzięki ofiarności wiernych trzymają formę. Kręcimy się
cierpliwie po bezdrożach, dając szansę Jurkowi. Dziś bowiem jego dzień. Niech
więc kombinuje albo zrozumie, że warto przystosować się do zespołowej gry.
Dojeżdżamy wreszcie do Kołobrzegu, by zaraz powrócić osiem kilometrów do wsi
Grzybowo, gdzie mieszka jego rodzina. Chociaż to dopiero drugi dzień podróży,
jesteśmy wyrozumiali. Jurek pragnie zobaczyć się ze szwagrem powracającym na
weekend do domu z Berlina. Sobota jest na szczęście deszczowa. Ja naprawiam
pierwsze usterki, Jurek kupuje nowy śpiwór i naprawia dziurawą dętkę. Oczekując
na rodzinne spotkanie spędzamy tu resztę piątku, sobotę i w niedzielę rano
jesteśmy gotowi do drogi.

Przystań w Grzybowie
ETAP III. Dnia 04.06. KOŁOBRZEG - USTKA. Długość etapu
Zimny poranek. Około dziewiątej
temperatura nie przekracza 10 stopni. Potem zaświeciło słońce. Cieplej.
Zwiedzamy nadmorskie wczasowe i portowe miasteczka. Ustka. Uroczy nadmorski
kurort, ale wystarczy godzinka żeby nacieszyć się jego pięknem. Oczekujemy
jeszcze dwie następne godziny na Jurka. Musi pomodlić się za dobrą pogodę dla
naszej wyprawy. Argument, że trzy miliony Polaków modliło się za pogodę dla Benedykta,
a w rezultacie i tak padło, nie trafia. Nocujemy za Ustką. Chcemy się rozbić w
lesie, ale nie ma dojazdu. Skręcamy w polną drogę za lasem i lokujemy się na
łące

Ustka, w oczekiwaniu na wyroki Boskie
ETAP IV. Dnia 05.06. USTKA - ŁEBA. Długość etapu
Rano zazgrzytało. Jurek zapomniał już o
wczorajszej refleksji. Jak zwykle ruszamy o siódmej. W butach osłoniętych
foliowymi torbami docieramy przez gęstą trawę pokrytą poranną rosą, na drogę
polną. Waldek łapie gumę na starcie. Ja
przedziurawiłem materac ubiegłej nocy i będę spał na dwóch komorach aż do
Elbląga. Nie tracę czasu i ruszam w poszukiwaniu warsztatu, aby pospawać
popękany bagażnik. Po drodze napotykam 10-osobową, niemiecko-angielską grupę
turystyczną. Jedziemy razem

Jakby nie było miejsca w lesie
ETAP V. 06.06. ŁEBA – GDAŃSK SOBIESZEWO. Długość etapu
Dysza kupiona w Łebie znowu zapchana.
Pytam rano, kto mi pożyczy kuchenki żeby odgrzać wczoraj ugotowaną grochówkę?
Ale cisza!. No weź, słyszę od Jurka. Po chwili awantura, że zepsułem maszynkę.
Sprawdzamy. Jest przecież OK.(!). To wyraźny sygnał jak mam się zachować w
przyszłości. Startujemy. Pierwsza
krzyżówka i Jurek ma problem. Na drugiej ma kolejną pretensję, że nikt mu nie
wskazuje drogi. Na trzeciej skręcam na właściwą drogę do Sasina, nie oglądając
się już na dzisiejszego przewodnika. Spotykamy się po kilkunastu kilometrach na
punkcie kontrolnym. Jako organizator wyprawy stawiam Jurkowi ultimatum: albo
kupi sobie mapę i przystosuje się do zasad przyjętych w regulaminie wyprawy,
albo rozstajemy się. Uważam wyprawę za rozwiązaną – stanowczo oznajmia Waldek.
Jadę więc sam. Wspólny plan był taki, żeby biwakować przed trójmiastem, ale
teraz postanowiłem zatrzymać się na kampingu w Sopocie. Na mapie widnieją aż
trzy. Okazuje się, że żaden nieczynny. Trójmiasto przejechać trudno. Częste
zakazy dla ruchu rowerów. Mimo wielu mylnych informacji udało się wydostać z
Gdańska. Już prawie ciemno, w tej wielkiej aglomeracji trudno znaleźć kawałek
miejsca na namiot. Płacę podatki, więc przy parafialnym kościele, używając
wszystkich dostępnych argumentów, że ciemno, zimno i deszcz zaczyna, pytam
księdza o zgodę na kawałek trawki przy parafialnym ogródku. O szóstej rano, bez
względu na pogodę już mnie tu nie będzie, zapewniam. Nie ma takiej opcji,
usłyszałem. Późnym wieczorem docieram do Sobieszewa.
Na liczniku

Jeszcze z Jurkiem w Trzęsaczu
ETAP VI. 07.06. SOBIESZEWO – ELBLĄG. Długość etapu
Prom na drodze państwowej 501 przez
Wisłę, Świbno – Mikoszewo
nieczynny. Żeby przejechać na drugą stronę rzeki muszę objechać

Rodzinne gniazdko w Elblągu
ETAP VII. 08.06. ELBLĄG - MIŁKOWO. Długość etapu
W Kadynach warto się trochę
zatrzymać by upajać się pięknem XIX wiecznego budownictwa z czerwonej cegły.
Unikatowe stajnie, obory, stodoły niczym pałace, pełne kunsztu w
najdrobniejszych szczegółach. Zaczynają się bardzo długie i strome podjazdy.
Mam nieodparte wrażenie, że jestem już w górach. Ale to dopiero przedsmak. We
Fromborku zamek. Odwiedzam tylko katedrę. Trzecia i czwarta szprycha pęka. Już
ostatnia z zapasu. Sądziłem, że mam dobrze przygotowany rower przed wyprawą.
Teraz, z duszą na ramieniu będę pokonywał każdy kilometr. Byle nie ostatni.
Odpoczywam do rana na podwórzu gospodarskim w Miłkowie.

Odpoczynek w Miłkowie
ETAP VIII.
Jest sklep i serwis rowerowy w Lidzbarku
Warmińskim. Wymieniam wszystkie szprychy tylnego koła. Oczekując, spotykam
Waldka z Jurkiem. Dzielimy się uwagami z trasy i pozdrawiamy nawzajem. Wymiana
szprych trwa 6 godzin, bo serwisant jest jednocześnie sprzedawcą. O piętnastej
mogę jechać dalej. Na nocleg wybieram dom z anteną tv.
Dzisiaj inauguracja mistrzostw, więc chciałbym sprawdzić formę Polaków. Choć
pierwsza połowa mogła się podobać, to większość transmisji przedrzemałem.
Wsunąłem się zaraz do namiotu i zasnąłem w przekonaniu, że nie muszę żałować zbieżności mojej wyprawy z
mundialem.

Niemal codzienność
ETAP IX. 10.06. PIECKOWO - ŻYTKIEJMY. Długość etapu
Za Kętrzynem oglądam Wilczy Szaniec –
kwaterę Hitlera. Dwadzieścia kilometrów dalej bunkry dowódców III Rzeszy gdzie
powstał spisek zamachu. W Węgorzewie dopełniam w wulkanizacji tylną oponę do 8
atmosfer, tyle ile pozwala producent. Ujechałem

Wilczy szaniec
ETAP X. 11.06. ŻYTKIEJMY - PUSZCZA AUGUSTOWSKA. Długość etapu
Rano pobudka o 4.30. Zimno. Bagażnik
znowu popękany od wstrząsów na nierównych, dziurawych drogach. Naprawiam sznurkiem.
W Suwałkach odwiedzam muzeum Marii Konopnickiej. Zaopatruję się w plecak wody
do mycia. Półtoralitrową butelkę wody pitnej mam zawsze w koszyku bidonu.
Jestem bowiem u bram Puszczy Augustowskiej. Nie mogę przepuścić tej sypialni. W
lesie obowiązują niezłomne zasady. Cisza nocna następuje o zmierzchu. Milkną
ptasie kłótnie i zapada noc. O świcie budzi cię najpiękniejszy chór Świata.
Tego nie znajdziesz na żadnym kampingu. Rozkładam namiot w wybranym miejscu ale
szybko okazuje się, że na mrowisku. W popłochu zwijam swój dobytek i uciekam.
Nie znajduję w pobliżu tak dyskretnie osłoniętego przed ludzkim wzrokiem
miejsca. Jestem zaledwie kilkadziesiąt metrów od polnej, leśnej drogi. Sosnowy
las na przestrzał. Wsiadam więc na rower z prowizorycznie przypiętym bagażem.
Kilkaset metrów dalej, pośród liściastych drzew znajduję wymarzone miejsce.
Plaga komarów. Ale mam miętowe słomki do palenia bo weekend i należą się. Jest
też na pokrzepienie łyczek rumu bo miejscowi mówią, że w lesie są wilki.
W poszukiwaniu noclegu w puszczy augustowskiej
ETAP XI. 12.06. PUSZCZA AUGUSTOWSKA - GRÓDEK. Długość etapu
Wody do picia nabrałem żurawiem w
służbowym domku drogówki pod nieobecność gospodarzy, ale za pozwoleniem
przechodnia. W obejściu żadnego psa, dwa króliki w klatce. Wokół pełno różnych
sprzętów, na stole tarasu zeg

Zaginiona sakiewka
ETAP XII. 13.06. GRÓDEK -
HAJNÓWKA. Długość etapu
Żegnam miłych gospodarzy. Pokonuję
pierwsze

Gościna w Hajnówce
ETAP XIII. 14.06. HAJNÓWKA – LEBIEDZIEW. Długość etapu
Etap spokojny, monotonne drogi. W dawnej wsi Kleszczele,
król Zygmunt Stary ustanowił prawa miejskie, które w latach PRLu
zostały mu odebrane. Dopiero w 1993 roku pani premier Suchocka, aktem łaski
cofnęła niechlubny zapis, zapewniając sobie dozgonną wdzięczność jego
mieszkańców. Starszy pan, siedzący na
ławce po lewej, z głęboką troską zapytał mnie czy pani Premier nadal jest panienką?
Uśmiechnął się tylko gdy zapytałem, czy zechciałby uczynić Ją szczęśliwą.
Wieczorem trafiam na podwórko paliwowego biznesmena. Zaczyna się o polityce,
ale na szczęście mecz naszej jedenastki uwalnia mnie od drążenia tematu.
Zmagania Polaków oglądam tylko do połowy. Jestem zmęczony i zdarza się, że
zasypiam podczas transmisji.

Popiersie króla w Kleszczelach
ETAP XIV. 15.06. LEBIEDZIEW – ZOSIN. Długość etapu
Boże ciało. Dzisiaj jadę wśród szpalerów kolorowych chorągiewek.
Po drodze Romanów. Wspaniałe muzeum Kraszewskiego. Przez kwadrans dowiedziałem
się i zapamiętałem wiele więcej z Jego przebogatego życia, niż przez cały okres
szkolnej edukacji. Dalej tylko przestrzeń. Nabijam licznik, bo droga nad Bugiem
prosta. Nie boli już kolano, ale czyrak na pośladku przeszkadzał będzie do
końca wyprawy. Nocleg na podwórzu gospodarstwa w Zosinie, najdalej wysuniętym
punkcie Polski na wschód. Obowiązkowo kąpiel i bieżące pranie. Rano koszulka
biała od soli odzyskuje swój dawny blask. Wstaję jak już zwykle o czwartej, i o
pół do szóstej ruszam.

W muzeum wieszcza
ETAP XV. 16.06. ZOSIN - NAROL. Długość etapu
Tu można już spotkać pomniki
upamiętniające pomordowanych żołnierzy AK przez bolszewików we wrześniu 39 roku.
Za Tarnoszynem mija mnie nieoczekiwanie Jurek.
Poprzedniego dnia pojechałem

Znowu razem
ETAP XVI. 17.06. NAROL – PRZEMYŚL. Długość etapu
Trasa PTTK nie jest prosta i łatwa.
Kluczy najtrudniejszymi odcinkami dróg po małych miasteczkach i wsiach, które
jednak warto zobaczyć. Często po bezdrożach, drogach o złej nawierzchni. Łapię
kolejną już, trzecią czy czwartą gumę. Blisko gospodarstwa, gdzie mogę
przewiercić otwór w obręczy koła by zmieścić samochodowy wentyl nowej dętki.
Trasa trudna, obfitująca w częste, strome podjazdy. Upalnie. Słońce wyciska
ostatnie krople potu. Cztery litry wody znikają szybko z zapasu uzupełnianego
po drodze. Zawsze z kranu lub studni. Nigdy nie płacę dwóch złotych za butelkę
mineralnej, a w tej części kraju nawet 3,40. Przemyśl zdobyty. Docieramy do wsi
za miastem. Rozbijamy swój obóz w gospodarstwie agroturystycznym. Nie zdzierają
z nas skóry. Płacimy tylko po 5 zł za wodę, czyli natrysk wieczorem i toaletę
poranną. To już druga kąpiel pod prysznicem podczas tej wyprawy. Ale wykąpać
trzeba się codziennie, koniecznie od stop do głów, choćby w małej misce wody.
Nauczyłem się tego w marokańskiej Safii. Arab na
środku ulicy w południe potrafi wykąpać się w puszce wody po konserwie. Wiem
już, że ja też potrafię. W Jarosławiu na rynku spotykamy samotnie już jadącego
Jurka. Na Waldka pozdrowienie odpowiada z rozgoryczeniem ”wreszcie spełniły się
twoje marzenia”. Wypijamy kawę na przemyskim ryneczku. Wieczorem już pada, ale
zdążyliśmy rozbić namioty. Gospodarz uprzedza, że te górki za nami to dopiero
zabawka.

W drodze do Ustrzyk Górnych
ETAP XVII. 18.06. PRZEMYŚL – USTRZYKI GÓRNE. Długość etapu
Nocne wycie psów uświadamia nam, że
jesteśmy już w Bieszczadach. Rano deszcz ustał. Wstajemy jak zawsze wcześnie.
Mocne śniadanie i kawa, bo jak obiecywał gospodarz będziemy dziś pracować jak
bawoły. Ruszamy. Bieszczady spowite mgłą po nocnym deszczu. Nie wiemy, co nas
jeszcze dzisiaj czeka. Jest przedsionek na dzień dobry. Wspinamy się, by potem
wstąpić na próg, bardziej stromy. Wchodząc na salony Bieszczad pod Rokietnicą,
Waldek prowadzi rower. Jego łańcuch trzeszczy i jest już bardzo nadwyrężony. Ja
kręcę dalej, choć prędkość nie przekracza pieszego. Na szczycie moja przewaga
wynosi nie więcej niż

Góry, nasze góry
ETAP XVIII. 19.06. USTRZYKI GÓRNE - NOWY ŻMIGRÓD. Długość etapu
Morderczy etap. Długie strome podjazdy.
Za to piękne pejzaże, ale ciężko kręcąc nie ma czasu oderwać wzroku od asfaltu.
Klasztor Nazaretanek, gdzie więziono kardynała Wyszyńskiego. Trzeba się wspiąć
wysoko, ale już nikt z nas nie ma na tyle siły. Nocleg standardowo u
gospodarza. Kąpiel jak zwykle we własnej misce. W ofercie gospodyni ciepła woda
i świeże mleczko. Ostatniego odmawiamy kłaniając się nisko, żeby nie urazić
szczodrości. Jesteśmy już po kolacji i szybko kładziemy się spać.

Bieszczadzki
folklor
ETAP XIX. 20.06. NOWY ŻMIGRÓD - STARY SĄCZ. Długość etapu
Upał. Długie, ciężkie podjazdy, strome
serpentyny. To już staje się nudne w opisach, ale trzeba je było metr po metrze
pokonać. Waldek ma problemy z tarczami hamulca tylnego i łańcuchem. Odwiedzamy
Krynicę i pomnik Janka Kiepury. Koniecznie chcemy rozbić namioty nad Popradem,
ale po regulacji rzeki, brzeg jest niedostępny. Śpimy więc w Starym Sączu, na
otwartym terenie gospodarstwa. Kolacja i zamykamy się w namiotach.

Poprad
ETAP XX. 21.06. STARY SĄCZ - ZAKOPANE. Długość etapu
Słońce, jak co dzień od rana. Cudne pejzaże, wiszące
mosty nad górskimi strumykami, góralskie chaty. Pieniński Park Narodowy. Czorsztyn
i ruiny legendarnego zamku. Idziemy na hale, aby upajać się cudowna panoramą.
Stąd rozciąga się piękny widok na jezioro, zaporę wodną i Tatry. Na hali u bacy
kosztujemy prawdziwych owczych oscypków. Możemy poznać też technologię
produkcji. Kluczymy po Pieninach krętymi drogami. Trudne podjazdy są już stałym
programem każdego etapu. Ale najtrudniejszy jest pod Bukowinę Tatrzańską. Upał
daje się mocno we znaki. Wieczorem o piątej docieramy do Zakopanego. Oczywiście
Krupówki jako stały element obowiązkowej wizyty. Robiąc zdjęcia, pewnie
chwalimy się przy okazji dobrym fotograficznym sprzętem. Kemping Pod Krokwią.
Bieżący remont roweru, wymiana trzech szprych tylnego koła i mocno zmęczeni
kładziemy się do swoich łóżek. Podczas głębokiego pierwszego snu, nieznani
amatorzy cudzej własności otwierają dwa zamki namiotu Waldka, wchodzą do środka
i okradają go z najcenniejszych skarbów. O 3.45 powiadamiamy policję. Pies
zgubił trop przy płocie kampingu. Potem jeszcze zeznania od ósmej rano i
ruszamy przygnębieni o dziewiątej.

Kamping pod Krokwią
ETAP XXI. 22.06. ZAKOPANE – JELEŚNIA. Długość etapu
Chochołów – piękny żywy skansen
budownictwa góralskiego. Około 100 domów ubiegłego stulecia. Babia Góra, niebotyczna
wspinaczka na szczyt, ulubione miejsce spacerów Karola Wojtyły przed wyborem na
papieża. Potem 18 kilometrowy zjazd do Machowa Podhalańskiego. Mamy dwie
godziny opóźnienia na starcie, ale staramy się pokonać coraz to na nowo
wyrastające góry, by jednak dotrzeć do Jeleśnej na
umówioną gościnę u znajomych Waldka. Smażone kartofelki na kolację, zapomniany,
przecudny smak.

Pozostał smutek, i żal
ETAP XXII. 23.06. JELEŚNA - KSIĄŻĘCE POLE. Długość etapu
To już ostatni wspólny etap z Waldkiem.
W Jastrzębiu Zdroju kończy się jego podróż dookoła Polski, aczkolwiek musi
jeszcze dojechać do Zabrza. Pobudka o piątej. Godzinę później ruszamy. Dzisiaj
kończę 67 lat. Góra pod Koniaków największa, jaką dotąd mogłem spotkać. Tutaj
po raz drugi muszę zejść z roweru i podejść kolejne sto metrów. Przydałaby się
trzecia tarcza z przodu. Góra znajduje się na wysokości

Pożegnanie
ETAP XXIII. 24.06. KSIĄŻĘCE POLE - GRODKÓW. Długość etapu
Dzisiaj musiałem minąć szereg śląskich,
zatłoczonych miasteczek. Teren w miarę płaski.
Jadę bez przerwy już 3 tygodnie. Świadomość, że będę mógł wreszcie jeden
dzień odpocząć odbiera mi resztę sił. W Nysie zjeżdżam z trasy i po

Z przewodniczącym komisji w Grodkowie
ETAP XXIV. 26.06. GRODKÓW - KAMIENICA. Długość etapu
Ruszyłem w towarzystwie tirów. Nastrój
poprawia piękna panorama miasta. Białe domy na wzgórzu przypominają Casablankę
w pigułce. To Otmuchów. Na ryneczku pomnik pięknej białogłowej. Ona obmyśliła
plan upojenia tatarskich dowódców oblegających swą armią Otmuchów, a potem
podczas błogiego snu, wyrżnięcia ich w pień. Miasto uratowane, dumne i piękne
do dziś. Paczków także robi wrażenie. Oba są perełkami Śląska. W Kamienicy
można zobaczyć pamiątkę XVI wieku, krzyże pokutne. Mordercy musieli wykuwać je
w kamieniu na miejscu zbrodni. Czas był nieograniczony, ale spieszyli się, żeby
po wykonaniu pracy móc wreszcie umrzeć. W gospodarstwie, które wybrałem na
dzisiejszy spoczynek jestem otoczony miłą, ciepłą opieką. Pani Halina
przygotowuje kolację, pan Andrzej zaprasza na chłodne, czeskie piwo. Rano
musiałem się poddać rozkazom pani Halinki i zjeść obfite śniadanko.

Kamienny krzyż
ETAP XXV. 27.06. KAMIENICA - JELENIÓW. Długość etapu
Zloty Stok. Kopalnia złota eksploatowana
do 1964 roku. Dzisiaj można oglądać podziemne chłodne sztolnie, płukać
pozostałe złoto, uczestniczyć w podziemnym spływie łodzią. Znowu długi 10
kilometrowy podjazd, a potem zjazd do Lądka Zdroju. Na rynku stoi pręgierz.
Obok ratusza, na posadzce ułożono herb miasta i otoczono łacińskim napisem,
którego nikt nie potrafił mi objaśnić. W drodze do Bystrzycy Kłodzkiej, Czarna
Góra. Krótki, ale ostry czterokilometrowy podjazd. Potem stromo w dół. Łapię
szprychę. To dobrze, bo dopiero teraz mogę sobie uświadomić, że na obręczy koła
można smażyć jajecznicę. Droga wąska, ale obok zatrzymuje się auto. Trzy
dziewczyny pytają o drogę do miejsca, które minęły sześć kilometrów wcześniej.
Zwracam uwagę na dymiące przednie koło. Palą się ferrody hamulca jak podpałka
pod grilla. Potrzebna gaśnica. Ruszam bogatszy o nowe doświadczenie. Muszę
bowiem zmienić sposób korzystania z hamulców. Przede mną panorama Bystrzycy
Kłodzkiej. Z bliska wydaje się trochę zaniedbana, a mogłaby zachwycać tak jak
niedawno oglądane Otmuchów i Paczków. Piję kawę na rynku i pokrótce ruszam do
Zieleńca. Znowu podjazdy. O zjazdach nie pamięta się tak długo. Na ruchliwej
drodze zdążam w towarzystwie tirów

Poranek w Jeleniowie
ETAP XXVI. 28.06. JELENIÓW - CIEPLICE. Długość etapu
Ruszam pośpiesznie o pół do szóstej, gdy
zmęczeni kierowcy tirów śpią jeszcze na parkingach. Wreszcie Duszniki. Mogę
skręcić w boczną, podziurawioną, ale bezpieczną drogę do Sobieszowa. Dwie
szprychy w Kamiennej Górze. Serwis już nie chce więcej wtrącać się do mojego
koła. Pada deszcz. Przede mną Przełęcz Kowarska. Nie łatwa, ale polubiłem już
góry. W Karpaczu deszcz nie ustaje. Jest zimno i szaro. Mapy zamokły. Nie mogę
ich rozkleić, przewrócić na właściwa stronę. Mylę trasę i zamiast do
Szklarskiej Poręby, trafiam do Jeleniej Góry. Muszę koniecznie szybko wyjechać
z tego miasta, bo robi się już ciemno. Rozległy kompleks wypoczynkowy ciągnie
się aż do Cieplic. Tu znajduję kawałek trawki na zapleczu małego domku. Wsuwam
rower do przedsionka mojego namiotu bo jestem zbyt blisko uczęszczanej ścieżki.
Rano już nie pada, ale trochę podmokło.

Niebezpieczne drogi
ETAP XXVII. 29.06. CIEPLICE - KAMIENICA n/Nysą. Długość etapu
Szklarska Poręba, ostatni znaczący
podjazd na trasie. W Platerówce rozmawiam z weteranami osiadłych to po wojnie kobiet,
żołnierzy WP. Rozmowę urywa ostry dźwięk pękanej
szprychy. Nawet na postoju? Następna,
już zaraz przed Łęknicą. Droga dobra, asfalt, ale co parę kilometrów odcinek
wyłożony brukiem. Świetnie, zaraz będzie kolejna szprycha pomyślałem, i jest.
Zostały jeszcze tylko dwie w zapasie. Statystycznie dwie na dobę, więc do domu
potrzeba mi jeszcze czterech. W Łęknicy, mimo że sklep już zamknięty, udaje mi
się uzupełnić zapas. Spieszę się, bo jestem umówiony na reportaż z tvp3 w
sobotę. Zjeżdżam do wsi Kamienica. Z otwartym sercem przyjmuje mnie pani Józefa
częstując od razu fasolką po bretońsku. Dziś wstaję o trzeciej. Skoro świt
ruszam na trasę, bo przede mną

Czy
starczy szprych do domu?
ETAP XXVIII. Dnia 30.06. KAMIENICA – ŁYSOGÓRKI. Długość etapu
Na początek bez niespodzianek. Guma,
skutkiem wystających z nypli wymienianych po drodze
szprych. Błądzę w miejscowości Łęknica. Uprzejmy nieznajomy pilotuje mnie
terenowym samochodem polną drogą, po tajemnych ścieżkach tego miasta. Na końcu
oznajmia, że pojechaliśmy skrótem i gratuluje formy, ale nie wie, ile kosztował
mnie ten wysiłek. Antyczny, napędzany siłą ludzkich rąk prom samochodowy przez
Odrę, przekraczam w Połęcku. Kursuje wg uznania, więc
muszę mieć trochę szczęścia. Mam już drugi brzeg za sobą. W Kłopocie oglądam
muzeum bociana, ale największe skupisko tych pięknych ptaków widziałem nad
Bugiem. Jestem już bardzo zmęczony. Na liczniku równo

Ostatnia, najpiękniejsza noc
ETAP XXIX. Dnia
Szybko wstaję, bo mam wprawdzie tylko
trochę ponad

Najszczęśliwszy dzień
A propos. Gdzieś w czerwcu, znowu
zgubiłem swoje zbędne dziesięć kilogramów.

Książeczka wyprawy z potwierdzeniem wszystkich
punktów kontrolnych na trasie rajdu.