Bałkany 01.09
– 03.10.2011
Razem 1500 km, na pewno 1000 pod
górkę.

Pierwszego września, gotowy na start.

Do Budapesztu nasze rowery podróżowały
na górnych półkach przedziału.

Wreszcie, po dwudziestu
godzinach, na ziemi.

Nad brzegiem Balatonu.

Przekraczamy
granicę węgiersko słoweńską.

Zaczynają się górki.

Narada taktyczna. Trzeba zmienić
przednie tarcze napędu mojego roweru.

Na Dolinę Logarską
prowadzi droga szutrowa. Czasami trzeba było zsiąść.

Gdzieś tam, jesteśmy my.

Pierwsze oznaki zmęczenia, i
zadowolenia.

Teraz trzeba stąd zjechać.

I
wjechać pod następną górkę.

Zobaczyć Postojnską Jamę, piękne dzieło
natury.

Raz w tygodniu, obowiązkowe pranie.
Kąpiel codziennie. Cztery litry wody w zapasie, to naprawdę dużo.

Opuszczamy Słowenię.

To już Chorwacja. Rjeka robi wrażenie.

Nocleg w buszu. Obiecano nam niespokojną
noc. Czuwaliśmy na zmianę.

Obóz rozbilismy na asfalcie.
Wieczorem dołączyli Amerykanie.

W ponad 30 stopniowych upałach, cienia
trzeba było szukać wszędzie.

Ale nie zawsze tak było.

Kamping w Dubrowniku. Tu pierwszy i
ostatni raz daliśmy się nabrać.

Było miło, kiedy dziewczyny
chciały się prytulić.

Opuściliśmy Chorwację.To już
Czarnogóra. Tu dopiero zobaczymy, ”gdzie raki zimują”.

Zatoka Kotorska.

Od tego
miejsca przez 16 km zaczniemy się wspinać 24 serpentynami na wysokość 930 m (w
pionie)

Dobrze, że czasem ktoś się
zatrzyma i pogada, choćby po rosyjsku.

Do końca coraz bliżej.

Połowę wspinaczaki, udało się
sfotografować.

Tunele, choćby te krótkie, zawsze
ułatwiały dotarcie na szczyt.

Szkoci też chcieli mieć pamiątke.

Nasz wysiłek zawsze
rekompensowały takie, i podobne widoki.
,

Zwiedziliśmy młodą, wspaniale rozwijającą
się stolicę. Ale naszą miłością są góry, więc ruszamy dalej.

Znowu nie było łatwo. Na Ikszić
wspinaliśmy się bez przerwy 17 km.

Żebym był choć trochę
młodszy….

Jesteśmy na szczycie. Udźwignęliśmy ten
krzyż.

Kawałek prostej.

Kamizelka i światła, zwykła
konieczność.

Takie miejsca pozostają w pamięci na
zawsze.

Niedawno byliśmy na drodze niżej,
teraz wjedziemy w ten tunel na górze.

Trzeba trochę odpocząć.

Przyjaźń można nawiązać
zawsze, szczególnie z biednymi.

Każdą okazję należy wykorzystać, aby
przewietrzyć ekwipunek.

W drodze na przełęcz, coraz
zimniej.

Dobrze, że po drodze można się
zatrzymać, i…

…porozmawiać choćby z Krakusaami.

Droga na przełęcz Dumidor ciągnie się 20
km pod górę. Bez litości, bez przerwy.

Wieje mocno od wczoraj. Przełęcz
zdobyta.

Dlaczego tak zimno?

Rano, na moim namiocie i wokół pokazała się
zima.

Trzeba nacieszyć się pięknem krajobrazów,
i wracać.

Most na rzece Tara, to tu grzmiały Działa
Nawarony.

Polubiliśmy te tunele.

Od początku do końca, z dumą
trzepotała na maszcie moja flaga.

Serbia, też piękna.

Wspomnienia pozostaną na zawsze.

To już koniec.

Ostatni pociąg do Szczecina
odjechał o dwudziestej, przed 20 minutami. Następny o ósmej rano. Ale to nic.